Die Schöne Blumen Music Werk
własne wydawnictwo Tomasza Twardawy



KLASYCZNE OBLICZE MUZYKI INDUSTRIALNEJ JEST JUŻ ZAMIERAJĄCYM ZJAWISKIEM. OKRES JEJ ŚWIETNOŚCI JUŻ DAWNO MINĄŁ. WYCZERPAŁ SIĘ. WYEKSPLATOWAŁ. CZYŻBY? PRZEDSTAWIAMY SYLWETKĘ OSOBY TOMASZA TWARDAWY, CZŁOWIEKA HOŁDUJĄCEGO WARTOŚCIOM MAJACYM SWÓJ ROZKWIT W KOŃCU LAT SIEDEMDZIESIĄTYCH. 

O SOBIE SAMYM: 

Rok 1986 pierwsze próby u mnie w garażu w trzy osobowym składzie: 
- Irek: bęben orkiestrowy, blacha, 
- ja obsługiwałem na przemian syntezator "Jaś" podłączony do fuzza, bass i blachy, 
- Dziniu gwałcił harmonię, strzelał z korkowca i wykrzykiwał własną poezję (dokładnie nie pamiętam treści) ale same fajne rzeczy coś jak William Bennett. Ogólnie duży zapał i jeszcze większy bezwład. Jakiś czas później chcieliśmy nauczyć się grać co spowodowało, że polecieliśmy w jakieś nieszczęsne postpunkowe klimaty (gods gift, no trend). Pojawił się w składzie perkusista z prawdziwą perkusją "Polmuz" i tak do 1987 roku pogrywaliśmy zwolnione basy i kotłowe rytmy. Pierwszy koncert w maju 1987 roku zakończył żywot owej formacji. 

Jesienią 1987 roku znalazłem się nagle w eksperymentalnej formacji ZILCH, działającej na zasadzie "burzy mózgów"- siedem osób. Każdy w zasadzie z innej bajki. Tworzyło to połączenie industrialu, muzyki minimalnej, staro swans'owatej ociężałości, skrzypiec, bulgoczącego głosu Marka i prawie operowego - Magdy. Próby odbywały się w katowickim klubie "Pod Rurą", który wkrótce przestał istnieć. Tym samym skład okroił się do czterech osób: Rysiek, Chop, Robert i ja. Był to ZILCH wersja gliwicka. Znalazło się miejsce na próby w pralni pod blokiem mieszkalnym. Muzyce tego okresu przyświecała idea (bardzo zresztą słuszna) - wszystko jest instrumentem - oprócz tradycyjnych instrumentów, takich jak: gitara, odkurzacz czy kaloryfer, wykorzystywaliśmy słoiki, rower, ekspander, radio itp. Działalność pralni zakończyła się wizytą funkcjonariuszy MO (jak to często bywało w latach 80 - tych). Do  łask powrócił mój garaż (obecnie DIE SCHÖNE BLUMEN STUDIO), w tym samym czasie do zespołu dołącza genialny gitarzysta Adam Flipper. Muzyka zaczyna nabierać nowych kształtów, staje się bardziej przestrzenna i oniryczna. Flipper ze starej zaropiałej gitary, taśmowej kamery pogłosowej i zestawu piórek (pilniki, metalowe kulki, sprężyny) wydobywa dźwięki jak z niezłego Moog'a. Tak rozpoczyna się wycieczka w klimaty 23 Skidoo, XX Committee, Throbbing Gristle.

W styczniu 1990 roku miało miejsce pierwsze wystąpienie ZILCH'u (gliwickiego), wraz z dadaistycznym teatrem "Ptaszek", który wystawił swoją wersję "Don Kichotte'a". Impreza nosiła nazwę "Cyrk nie mały, zewsząd w ogóle" i była połączona z wystawą prac malarza Jacka Grali. Koncert całkiem udany, nawet brak umiejętności akustyka okazał się tu na plus. W marcu 1992r. umiera Flipper, ZILCH przestaje istnieć. Robert próbuje grać w jakiejś kapeli, po czym sprzedaje perkusję, Rysiek oddaje się całkowicie malarstwu. 

Z Chopem wznawiamy działalność jako ŁADNE KWIATKI, lub jak kto woli KURWA MAĆ. Na początku we dwójkę, pierwsze próby preparacji dźwięku, taśmy, pętle - ciągłe poszukiwania. Po około pół roku dołącza Piotr, który obsługuje syntezator Rollanda. Pierwszy koncert odbywa się 18 marca 1993r. w gliwickim klubie "Program". Jeszcze kilka prób i zespół z niewiadomych przyczyn zawiesza działalność na prawie dwa lata. Głównym bodźcem do wznowienia działalności 1995r. były zmontowane przeze mnie filmy, które miały tworzyć tło wystąpień Ładnych Kwiatków. Kilka miesięcy intensywnych prób, kłótni i przekomarzań doprowadza w końcu do pierwszego wystąpienia "Performance" w czerwcu 1995r. Koncert jak najbardziej udany, zachwycająca reakcja publiczności, po koncercie - cisza, żadnych braw czy tym podobnych bzdur. Kilka tygodni później druga transmisja z filmami, była może nie tyle udana co zupełnie inna, choć materiał ten sam. W dopracowany program wkradło się jakieś 50% improwizacji, co było wynikiem lekkiego przesilenia alkoholowego, honorarium za występ stanowiły bowiem dwie skrzynki piwa, które z Chopem "zniszczyliśmy" przed koncertem, podczas ustawiania gratów, nagłośnienia. W lipcu 95 wchodzimy do studia, nagrywamy pierwszy (i jedyny) materiał Ładnych Kwiatków, który ukazał się w 30 egzemplarzach nakładem "DIE SCHÖNE BLUMEN MUSIC WERK". W sierpniu zupełnie od czapy gramy na FESTIWALU ROCKA GOTYCKIEGO na zamku w Grodźcu. Na FESTIWAL jedziemy we dwóch: Piotr i ja (Chop nie dostał urlopu) tym samym rozdwajam się grając swoje partie i Chopa. Gramy tam krótki 20 - minutowy koncert i byliśmy oprócz CHRISTBLOOD jedyną kapelą, która nie grała jak SISTERS OF MERCY czy FIELDS OF THE NEPHELIM (swoją drogą ciekaw jestem kto tym wszystkim ludziom powiedział, że SISTERS OF MERCY to muzyka gotycka). 

Przez następny rok pracujemy nad drugim materiałem (nigdy nie dokończonym), który w zasadzie przepadł. W między czasie dwa lub trzy koncerty, na ostatnim Chopa zastąpił Szymon, z którym to po rozpadzie Kwiatków w sierpniu 96 zakładamy GODZILLĘ. Jest to projekt bez żadnych ram, i nie określony stylistycznie (przynajmniej tak miało być) ale dziwnym trafem, co zagramy to wychodzi coś jakby industrial, ale to chyba dobrze. Klimaty są bardzo zróżnicowane, od transowych łomotów przez okolice Psychic TV, po whitehouse'owską słodycz. Godzillę zasiliła dwójka pełnych entuzjazmu młodych ludzi: Mirek i Iza, którzy podobnie jak ja i Szymon obsługują wszystko. Pierwsze wystąpienie performance Godzilli odbyło się 30 kwietnia w noc Walpurgii w katowickim MEGA KLUBIE. Graliśmy obok takich grup jak MULTICIDE, INSANE, KOŃCA TANIEC, NEMEZIS, ADVOCATUS DIABOLI. Oprawę muzyczną stanowiła zupełna ciemność oraz nagi człowiek (ktoś ze zgromadzonych), który spontanicznie rozebrał się, wszedł przed scenę, machał rękoma, coś manifestował. 
Piątego października w Legnicy miał miejsce drugi koncert grupy. Godzinny występ u boku NOISE-MAKER'S FIFES, CHRIST BLOOD i SERTYŻUR przyniósł ciepłe słowa ze strony publiczności - psychopaci, zwyrodnialcy czy zboczeńcy. A ostatni nasz występ to impreza z cyklu MUZYKA JAKIEJ ŚWIAT NIE WIDZI / Festiwal Requiem Productions Records 22 lutego '98 w Gorzowie Wielkopolskim gdzie zagraliśmy we dwójkę, Piotr i ja. Prezentowaliśmy tam również nowy mój film, który wywołał nie lada zaskakujące reakcje wśród publiczności... (wystąpił również KOŃCA TANIEC i NEMEZIS który zaproponował mi swój współudział). Poza Godzillą funkcjonuję jako jednoosobowy projekt GENETIC TRANSMISSION (nazwa jak nie trudno się domyśleć jest wyrazem uwielbienia dla, według mnie, arcydzieła gatunku - płyty "Leichenschrei" SPK). Projekt G.T. traktuję chyba najpoważniej ze wszystkich dotychczasowych, po części z przyczyn czysto technicznych, poza tym życiowo czasowych (umawianie się na próby itd.), a tu jestem zdany na siebie, praktycznie nie ograniczony czasowo. Produkcje G.T., poza pierwszym materiałem wydanym przez OBUH RECORDS (który jest przejazdem przez cały klasyczny industrial), nie mają raczej wiele wspólnego z muzyką, że tak powiem rockową. Jest to zwrot w kierunku muzyki elektroakustycznej, miejscami konkretnej. Jest to nieograniczone pole manewru, nie istnieje tu "przegięcie", nie ma absolutnie żadnych ram; i myślę że jest to droga do najbardziej czystej muzyki...


Tomasz Twardawa 





WYWIAD: Brum 7-8/98:

Oto jedna z najciekawszych przygód krajowego undergroundu lat 90.. Jej bohaterem jest TOMASZ TWARDAWA, lider GENETIC TRANSMISSION i GODZILLI. Artysta, który stwierdziwszy, że hałas jest piękny pokazuje jak go słuchać, aby to dostrzec. Jak w każdej ekstremalnej sztuce, jego twórczość przenika się z życiem i ekstremalna kuracja GENETIC TRANSMISSION ma w sobie coś z inicjacji otwierającej uszy słuchacza na prawdę sformułowaną kiedyś przez JOHNA CAGE'A głoszącą, iż wszystko jest muzyką. Tyle, iż w tym "wszystkim" GENETIC TRANSMISSION fascynuje głównie to, co dla profana będzie zwykłym dźwiękowym brudem, przypadkowym szumem albo drażniącym sprzężeniem. 

- U większości czołowych przedstawicieli industrialu ekstremalna muzyka była następstwem determinacji ideologicznej, czy światopoglądowej, np. THROBBING GRISTLE prowadzili wojnę informacyjną, CURRENT 93 wierzył w rychły koniec świata, EINSTÜRZENDE NEUBAUTEN bazowali na filozofii, w myśl której destrukcja jest drogą kreacji. Czy w przypadku GENETIC TRANSMISSION istnieje tego rodzaju idea? I wywodzący się z niej cel Twojej działalności?

TOMASZ TWARDAWA: Raczej nie. Interesuje mnie dźwięk jako materia, możliwości jej preparowania i deformacji, budowanie struktur muzycznych, np. z kilkunastu rozrzuconych, często kilkusekundowych nagrań dźwięków konkretnych, szumów czy sprzężeń. Najważniejsza jest muzyka. Nie jest to oczywiście podejście tzw. "akademickie", ale nie jest to też manifest. Bywały utwory, które powstały pod wpływem konkretnych wydarzeń i związanych z nimi emocji, np. "Merrick Day". A cel mojej działalności? Lubię to robić, sprawia mi to duża przyjemność i zaspokaja moją ciekawość.

- Podejmujesz bardzo różne wokółindustrialne wątki - ekstremalny noise, kolaże w duchu muzyki konkretnej, ambienty, klasyczny przemystowy industrial i jego groteskowe dekonstrukcje. To właściwie wszystkie mutacje stylu. Skąd ten rozmach?

T. T.: Ta muzyka fascynuje mnie od ponad 13 lat. Od elektroakustycznej twórczości KOTOŃSKIEGO, RUDIKA, DOBROWOLSKIEGO poprzez klasyków industrialu i okolic - SPK, P16 D4, CURRENT 93, po współczesne projekty jak RUNZELSTRIN & GURGELSTOCK, MERZBOW, MASONNA. Moje działania nie są niczym nowatorskim. Tworzę muzykę pochodzącą z tej samej bajki, co ta, której słucham. Może wypełniam nieliczne pozostałe luki?

- Co sądzisz o tzw. rocku industrialnym. Osobiście zdołowałem się niedawną publikacją "Tylko Rocka", gdzie pod szyldem "20 płyt rocka industrialnego" zmieszano muzykę THROBBING GRISTLE z produkcjami typu SKINNY PUPPY, FLA, NIN. Przy czym króluje estetyka tych ostatnich grup. 

T. T.: Rock industrialny? A co to jest? Industrial nie jest muzyką rockową. Tak, widziałem artykuł z 20 płytami, wśród których były trzy płyty industrialne, w tym dwie w drugiej dziesiątce... Włos się na głowie jeży! Brakowało tam jeszcze DEPECHE MODE i JUST 5. Trudno mi skomentować tę żenadę nie używając słów powszechnie uznawanych za obelżywe. Pozwól, że podsumowując to nieporozumienie i królujące tam grupy zacytuję WILLIAMA BENNETTA: "To pierdoleni rock & rollowcy".

- Podstawowym tworzywem Twojej muzyki jest hałas. Stoisz na stanowisku CAGE'A, że wszystko jest muzyką? Stosujesz go w ramach industrialnej taktyki szoku?

T. T.: Oczywiście, że wszystko jest muzyką! Na co dzień otacza nas muzyka konkretna i bruitystyczna. Bywa, że nie zdajemy sobie sprawy ze wspaniałości tych dźwięków. Trzeba nauczyć się słyszeć tę muzykę. Odkąd termin industrial został tak wyświechtany (głównie przez media) zdecydowanie bardziej odpowiada mi szuflada muzyka bruitystyczna. Jest to bliskie prawdy, ponieważ często wykraczam poza obszar industrialu. W muzyce bruitystycznej tworzywem wyjściowym są materie nieszlachetne, wszelkiego rodzaju brudy dźwiękowe. Typowym moim utworem bruitysiycznym jest "Erektoratorium" w całości, poza finałowym samplem z fil-mu porno, zbudowany z preparowanych sprzężeń mikrofonowych. Nie robię muzyki szokującej, czy odrażającej, uważam, że hałas jest piękny i fascynujący.

- Odnoszę wrażenie, że jak wielu twórców industrialu w swych eksperymentach wyrażasz pozawerbalne treści podświadomości, np. w kolaże dźwięków konkretnych utrzymanych w poetyce snu. Jakie są kulisy powstania tych utworów? Ile w nich improwizacji? Czy stosujesz jakieś techniki otwarcia podświadomości?

T. T.: Duży wpływ na atmosferę utworów ma nastrój, w którym jestem. Także wszystko, co dzieje się wokół. Jest to muzyka do pewnego stopnia improwizowana, ale większość tematów, dźwięków i barw są znalezione i wybrane wcześniej. Improwizowane bywa jedynie rozmieszczenie ich w czasie. Nie mam przekonania do (swoich) utworów tzw. "strzelonych", czyli pierwsze albo drugie podejście i utwór wydaje się gotowy. Lubię pogrzebać w utworze, poszukać różnych rozwiązań. Co do technik otwarcia podświadomości to stosuję technikę z pianką - zawsze mi się otwiera, a czasami z hukiem zamyka...

- Ideowe zaplecze industrialu pełne jest odniesień do kontrkulturowych tradycji, magii, okultyzmu, futuryzmu, dadaizmu, itp. Czy są takie tradycje, które mają wpływ na Twoją twórczość?

T.T.: Uważam, że magia i okultyzm to całkiem sympatyczne brednie, ale nie mam z tym nic wspólnego. Najbliższy jest mi surrealizm i turpizm.

- Wspomnij o historii swojej twórczości. Jak dziś oceniasz ewolucję tych kolejnych grup? 

T.T.: Zaczęło się w 1986 r od jakiejś postpunkowej kapeli, w której grałem na basie. Później byt ZILCH - początek czegoś istotnego. Zespół grał klimaty mocno jeszcze osadzone w rocku, pachniało BIRTHDAY PARTY i krautrockiem. To były lata 1987-90. Działanie późniejszej załogi ŁADNE KWIATKI nie miały już wiele wspólnego z rockiem. Był to industrial wyczyszczony z natrętnych rytmów i gitarowych akordów. Obecnie funkcjonuję jako jednoosobowy projekt GENETIC TRANSMISSION oraz z przyjaciółmi jako GODZILLA. Tu skład bardzo się zmienia. Ostatni, poza mną, najaktywniejszym członkiem GODZILLI jest mój dawny towarzysz z ŁADNYCH KWIATKÓW, PIOTR JANKOWSKI. Myślę, że moje zabawy z dźwiękiem ewoluowały w słusznym kierunku. Korzeni GENETIC TRANSMISSION (wiem, że to śmiałe i poważne porównanie) można szukać u STOCKHAUSENA, STAPLETONA (NURSE WITH WOUND - przyp. red.) czy WHITEHOUSE, a nie u SEX PISTOLS. I to chyba dobrze.

Rozmawiał Rafat Księżyk




DYSKOGRAFIA:


ŁADNE KWIATKI
"TR 1" Die Schöne Blumen Musik Werk MC

GENETIC TRANSMISSION
"Genetic Transmission" Obuh MC
"Vanitas Vanitatum Et Omnia Vanitas" (czyli słynna cegła) Die Schöne Blumen Musik Werk 2 x MC
"Kosterkuntz" Die Schöne Blumen Musik Werk MC
"Sote" Die Schöne Blumen Musik Werk MC/CD
"Doppelganger" Requiem Prod. MC
"Projekt 6" Die Schöne Blumen Musik Werk MC
GENETIC TRANSMISSION/14 SZNYTÓW KING KONGA "Split" Die Schöne Blumen Musik Werk MC
"CELLAR" (utwór kompilacyjny | http://requiem.terra.pl/citysongs) CITY SONGS vs GENETIC TRANSMISSION 

GODZILLA
"Puding jest drogi a dziecka go żerom" Die Schöne Blumen Musik Werk MC
"Walpurgisnacht" Die Schöne Blumen Musik Werk MC
"Invagination Performance" Die Schöne Blumen Musik Werk MC
"Dedicated to Peter Sotos" Die Schöne Blumen Musik Werk tylko CD

oraz komplilacja TKT "Archive" Requiem Prod. 2 x MC (archiwa i rarytasy grup ZILCH, ŁADNE KWIATKI, GENETIC TRANSMISSION, GODZILLA) reedycja






RECENZJE:



RÓŻNI WYKONAWCY "TKT-ARCHIVE" Requiem Prod. reedycja
Niesamowicie wydany (oprawą są skręcone śrubami metalowe płyty)dwukasetowy album zbiera rozproszone nagrania śląskich formacji ZILLCH, ŁADNE KWIATKI, GODZILLA, GENETIC TRANSMISSION z lat 1987-1997. Postacią łączącą wspomniane grupy jest TOMASZ TWARDAWA, u schyłku dekady swej eksperymentalnej działalności wyjątkowo aktywny polski kontynuator tradycji industrialnej. "TKT" ujawnia początki działalności artysty i inne oblicza jego aktualnych projektów GODZILLA i GENETIC TRANSMISSION. Te słynące z ekstremalnego noise'u grupy reprezentują tu-obok, rzecz jasna bezkompromisowego industrialu-również senne, zadumane utwory bliskie duchem ulubionego przez OBUH zewowego ambientu.
Zaskoczeniem są także, zachowane w niestety fatalnej jakości, nagrania ZILCH sprzed lat 10-mroczny, neurotyczny wyraz młodzieńczych fascynacji muzyką PERE UBU, CHROME, RESIDENTS, BIRTHDAY PARTY. Poźniejszy koncert ZILCH i dokonania ŁADNYCH KWIATÓW to w zasadzie wstęp do industrialnych eksperymentów GODZILII i GENETIC. Całość jest imponującym konsekwencją w niełatwych, radykalnych poszukiwaniach kawałem frapującej historii wyrwanej z serca najprawdziwszego undergroundu. Zdarzaja się przegięcia, ale obok nich klejnoty objawiające niedostępny dla wielu sekret tworzenia muzyki, polegający na tym, że tak naprawdę wszystko zaczyna się od zasłuchania, fascynacji dżwiękiem, wszelkimi jego przejawami i brzmieniami. U TWARDAWY znać to nieomal medytacyjne, chłonne otwarcie na dżwięk jako taki. I dlatego ta muzyka nawet w najbardziej zgiełkliwych, jadowitych dla uszu fragmentach dostarcza prawdziwie inicjacyjnych wrażeń, które niekiedy zyskują magiczną siłę. Rafał Księżyk




GENETIC TRANSMISSION "DOPPELGANGER" Requiem Prod.



































GODZILLA "INVAGINATION PERFORMANCE" Die Schone Blumen Music Werk.
Najświeższe wydawnictwo noise'owych ekstremistów ze Śląska jest zapisem ich występów na industrialnych festiwalach w Gorzowie i Ciechanowie. To jeden z groźniejszych materiałów, jaki wyszedł spod ręki udzielającego się również w Genetic Transmission Tomasza Twardawy. Nie na darmo na obu koncertach przewija się temat "Sado", a wnętrze okładki przedstawia spętane łańcuchami ciała... Z tej muzyki zionie perwersją. Obsesyjnie spiętrzony, monotonnie narastający minimalistyczny potok sprzężeń i szumów - ot i wszystko. Hipnotyczna siła. Diabelska? Bardziej radykalnie. To raczej małpowanie Szatana. Skoro - jak twierdzą gnostyckie sekty - Szatan jest małpą Boga, to kim jest małpa Szatana... Wydaje mi się, iż eksperymentalny industrial od dawna penetruje ten węzłowy dla współczesności problem. Rafał Księżyk | Brum 7-8/98






KONTAKT:

DIE SCHÖNE BLUMEN MUSIC WERK
TOMASZ TWARDAWA
UL. WOLNOŚCI 13
43-137 GLIWICE - SZAŁSZA
tel. (032) 2700112



ilustracje Łukasz Pawlak i Marcin Łojek