RPR:10
| SYNDROM - Autopolemica
| C 60 | nakład 80 egzemplarzy


Doskonały przykład na to jak kiedyś robiono dark ambient i przestrzenny indystrial - bez pomocy komputera. Andrzej Rutkowski (grał także z Nemezis) jest bardzo pomysłowym artystą. Potrafił ze śmieci konstruować instrumenty elektryczne, przetworniki. Był i jest poszukiwaczem. Na tej taśmie znajduje się bardzo ciekawa muzyka, pełna fajnych rozwiązań i klimatów. I choć są one dość ciężkie, to jednak warte poznania, bo nie są sztampowe. Zresztą Andrzej należy do tych twórców, którzy zaczęli grać taką muzykę przed tym, gdy o niej usłyszeli. Wyobraźcie sobie, że najpierw Andrzej przynosił mi swoje nagrania i dopiero później pożyczał jakieś tam płyty i taśmy z industrialem. On cały czas szukał, zwiedzał, penetrował. Np. jeden z utworów z tej taśmy był nagrywany 80 metrów pod ziemią w poniemieckich bunkrach w rejonach Gorzowa Wielkopolskiego. Jeśli znacie Lustmorda, to wyobraźcie sobie Andrzejka, który gdzieś tam głęboko robił dźwięki roznoszące się tak daleko, jak dalekie były te wszystkie korytarze, sale i Bóg wie co. Ta tej taśmie obok dźwięków generowanych za pomocą taśmowej kamery pogłosowej (wykorzystywanej później w Nemezis), przesterów gitarowych, bassu, czy taśm są też dźwięki naturalne, odgłosy huśtawki (cudowny klimat), sekretarki telefonicznej (klimat obsesyjny). Dla mnie ta muzyka była bardzo ciekawa jak na polskie i często międzynarodowe muzykowanie.

RECENZJA (Brum 11/98)
Solowy projekt jednego z muzyków Nemezis. Noise ambient, czyli zamiast muzyki otoczenia, muzyka osaczenia. Metaliczne, acz nadgryzione korozją, brzmienia i rozregulowane technologie niosą klimat rodem z nocnych koszmarów. Gdzieniegdzie zza ich nawałnicy wyłaniają się subtelne, eteryczne motywy, ale szybko zostają stłamszone i zbrukane, co tylko potęguje nastrój. Szczytem jest 13-minutowa "Poczekalnia", bezlitosny w swej prostocie raport o upływie czasu, gdzie narastanie hałaśliwego pochodu odmierza głos pani z zegarynki. Może nie odkrywczy, ale w swoim stylu solidny materiał. Najlepszy utwór: "Tęscnień huśtawca" osnuty wokół walki lirycznego motywu a'la "Home Time" Throbbing Gristle z noise zawieruchą, zakończonej ich świdrującą uszy wypadkową. Najlepszy moment: ulga, gdy kończy pani z zegarynki.
Rafał Księżyk