|
Obszerne
fragmenty artykułu o zespole z Brumu 1/98:
KOŃCA TANIEC to najciekawszy, moim zdaniem,
przedstawiciel szeroko pojętego kręgu nowej muzyki
elektronicznej. Jeśli napiszę, że ten warszawski duet zaistniał
do tej pory za sprawą dwóch niskonakładowych kaset wydanych w głębokim
podziemiu, wielu z Was może wzruszyć ramionami. A przecież, tak
jak i w przypadku awangardy rocka, wszystko, co kreatywne w techno
zaczęło się w udergroundzie. Niech ta rozmowa będzie zachętą,
aby dotrzeć do źródeł, również tych krajowych.
-
Po kilku latach działalności macie na swoim koncie dwie wydane
kasety. Na ile oddają one obraz zespołu?
WAWRU - Działamy na dwa sposoby. Znajomi twierdzą, że to
dwa różne rodzaje muzyki. Reprezentują je dwie wydane kasety.
"Święty spokój. Beton i lód" powstał podczas
improwizacji, grania na żywo, "D 2" to wynik pracy na
sequencerze i komputerze, konstrukcje bardziej przemyślane,
zrobione jak większość technicznych kawałków. Sesje na żywo
zostają zagrane tylko raz, tych kawałków nie ma szansy powtórzyć.
Nurt sequencerowy też ma za swoją bazę improwizację, swobodny
przepływ pomysłów. Tylko, że na sequencerze pracuje się dłużej,
zawsze można coś dograć, powtórzyć.
PYGEN - Obydwa materiały są jednak dość stare. "D
2" zawiera pierwsze nasze zgrane kawałki. "Beton i lód"
jest stosunkowo ciężki, jak na to, co robimy. Stosunkowo, bo nie
mamy lekkich kawałków. Pochodzi sprzed dwóch lat. Mamy dużo taśm,
ale nie mamy ich gdzie miksować. Ten materiał - wybór
najciekawszych improwizacji z przestrzeni półtora roku -
zmiksowalilśmy w domu, w najprostszy sposób na dwóch
magnetofonach. Wizerunek zespołu oparty wyłącznie na tych dwóch
kasetach może być mylący.
- Improwizacje z "Betonu i lodu" są moim zdaniem
okazją odkrycia archetypu Waszej muzyki. Obok eksprymentalnej
elektroniki słyszę tu echa psychodelii, space rocka, industrialu...
W - Mamy podobne zdanie. Wydaje nam się, że to, co robimy
na instrumentach elektronicznych, korzeniami tkwi w
psychodelicznej muzyce gitarowej, której niegdyś słuchaliśmy.
Są tu również pomysły industrialne, tylko ubrane w szatę
nowej technologii i dlatego różnią się od klasycznego
industrialu.
P - Zaczęliśmy najprościej - od gitary i perkusji... To
było w 1989 roku, jeszcze pod inną nazwą, zresztą nazwy
zmienialiśmy na początku często. Równocześnie zaczęliśmy
eksperymentować z elektroniką. To były dopiero początki, bo
mieliśmy po 14, 15 lat. Mieszaliśmy ambitniejszy gitarowy
hardcore typu NO MEANS NO, PRIMUS z EINSTURZENDE NEUBAUTEN, SKINNY
PUPPY. Przełomowym momentem, jakieś trzy, cztery lata temu - aż
głupio powiedzieć - było goa. To, co zaczęło dziać się w
Polsce, jeśli chodzi o muzykę klubową. Goa już nas nie
interesuje, to była krótka fascynacja na tej zasadzie, że wtedy
dotarły do nas nowe dźwięki. Jeśli chodzi o wpływy
psychodelii i space rocka - owszem, prześledziliśmy to, ale
teraz odzywają się na dalszym planie. Rozwijamy się raczej w
kierunku bardziej klubowych odmian muzyki - to nie tylko techno,
ale też hip hop i drum & bass - z tym, że cały czas z piętnem
tego, co działo się wcześniej. Przede wszystkim industrial, nie
ten rockowy, tylko prawdziwy, wywodzący się z tradycji THROBBING
GRISTLE.
- Trochę to zaskakujące, bo Wasze ujawnione realizacje
wypadają raczej nietanecznie.
P - Zajmujemy się też działaniami typowo technicznymi,
robiąc muzykę na komputerze, ale ten materiał nie jest wydany i
poza nami zna go niewiele osób.
W - Najważniejsze, co wynikało z naszego romansu z muzyką
klubową to fascynacja syntezatorem. To wiodący instrument używany
przez nas w tej chwili. Nie sampler. Nie komputer. Ale właśnie
syntezator. Sampler jest w tej chwili wykorzystywany w jakichś 10
% naszej muzyki. Jesteśmy w podobnym kręgu, co zespoły typu
AUTECHRE - nie można ich nazwać industrialnymi, należą do
kultury klubowej, chociaż ich muzyka różni się od tego, co dla
niej typowe. Chociaż zdarzyło mi się grać w normalnej
dyskotece pomiędzy setami DJ'ów. Ludzie tańczyli cały czas.
- Co zatem przeszkadza, aby dotrzeć z muzyką KOŃCA TAŃCA do
szerszej publiczności?
W - Wydaje mi się, że nasza muzyka jest w pół drogi
pomiędzy kręgiem klubowym a industrialem. Jest za ciężka na
techno, zbyt lekka, jak na industrial. Do tej pory zagraliśmy 7
koncertów i wszystkie propozycje padły od organizatorów imprez
industrialnych. Próbowaliśmy kiedyś uderzyć do wydawców, którzy
wydawali się zainteresowani taką muzyką, "Koch",
" SPV". Bez odzewu. Kontaktowałem się też z DJ
DREDDY'M i SESISEM, ale nie byli zainteresowani. Produkujemy
jednak zbyt mało zabawową muzykę, aby znaleźć się jako live
act na imprezach.
- Wiele mówicie o industrialu, czy jego szczególna sfera
mentalna, wymiar ideowy, tak ważny np. w THROBBING GRISTLE , SPK,
czy EINSTURZENDE NEUBAUTEN ma jakiś równie istotny odpowiednik w
Waszej postawie?
W - Jestem zainteresowany filozofią prezentowaną przez
GENESISA P. ORRIDGE'A, ale nasze poglądy pozostają raczej na
boku twórczości, muzyka nie jest im podporządkowana.
P - Dla mnie industrial jest sprawą czysto estetyczną, to
pewien zestaw środków wyrazu.
- Tym, co łączy obie Wasze kasety jest mroczny, melancholijny
klimat, bliższy industrialowi i psychodelii, niż techno.
W - Muzyka industrialna w dużej mierze była negatywna,
skierowana na ciemną stronę. Nie do końca mi to odpowiada,
dlatego wybraliśmy muzykę elektroniczną jako dużo bardziej
pozytywną. Ale, jak mówiłem, wciąż jesteśmy wpół drogi
pomiędzy tymi stylami i coś w tym jest, że słuchając naszej
muzyki masz takie wrażenia.
P - Rzecz polega na tym, że w miarę możliwości próbujemy
wszystkiego. Tę całą różnorodność mogą określić płyty z
mojej półki. Obok THROBBING GRISTLE, COIL, NURSE WITH WOUND stoją
płyty z "Ninja Tune" i "WARP'A".
Rozmawiał Rafał Księżyk.
DYSKOGRAFIA:
RPR:2 | KOŃCA TANIEC - D2
| C-60 | nakład 60 egzemplarzy - :: WZNOWIONE
::
RPR:6 | KOŃCA TANIEC - Święty spokój, beton i lód
|C-60 | nakład 60 egzemplarzy - :: WZNOWIONE
::
SERFERZY NA FALACH CHAOSU
SN6 001 CD 57:13
RECENZJE:
Recenzja
w Brumie 12/97:
KOŃCA TANIEC - Święty spokój, beton i lód
KOŃCA TANIEC to najciekawszy polski zespół z kręgu nowej
muzyki elektronicznej jaki udało mi się do tej pory usłyszeć.
Nie mieszczą się ani w tradycji muzyki industrialnej, ani w
obszarze techno, choć mają związki z obu nurtami. Bliżej stąd
do różnej maści eksperymentatorów lokujących się na ich
pograniczach. Zespół nie goni za nowinkami. Daleko mu do
nadzwyczajnych odkryć. Wyraża się w sposób bardzo prosty,
ascetyczny. A mimo tego wszystkiego jest w tej muzyce to niezwykłe,
nieuchwytne "coś", co hipnotyzuje, maksymalnie wciąga
i unosi ze sobą w tajemniczą przestrzeń, gdzie dźwięki maszyn
są przedłużeniem psychicznych receptorów, trans ery techno
przemawia jak w czasach archaicznych, zlewają się kosmos zewnętrzny
i wewnętrzny. W tej sytuacji nawet pewna naiwność i czytelność
niektórych inspiracji zamiast irytować dodaje tej muzyce kolorów.
Koncentrując się na brudnej, obskurnej stronie elektroniki, z konsekwencją,
w której jest miejsce na zakoczenie, KOŃCA TANIEC zabiera w podróż
wymarzoną dla otwarych i wymagających odbiorców techno,
industrialu, space rocka, krautrocka, psychodelii, postrocka i
wszelkich dźwiękowych ekscentryzmów. Zresztą nie ma o czym
gadać, trzeba to przeżyć.
Rafał Księżyk.
KOŃCA TANIEC - D2
"Requiem Production Rec." "Live",
"Not Sofast", "Dirtytech", "Calm",
"Halflive". POJGEN, WAWRU
Wiecej informacji nie podano.
Nie jest to najnowsza pozycja, ale nie jest to też materiał łatwo
dostępny. Mimo spóźnionej recenzji "D-2" nie jest
towarem przeterminowanym. Futurystyczna wizja muzyki gwarantuje
jej długotrwałą przydatność. Zwłaszcza dla miłośników
hipnotycznej, transowej i trochę mrocznej odmiany electro. Dla
tych, którym nie straszne są spotkania z CLOCK DVA, THROBBING
GRISTLE, SPK czy COIL. Przy czym KOŃCA TANIEC nie kończy na
biernym odtwarzaniu cudzych pomysłów. Raczej je przetwarza,
czyniąc swą propzycje godną największych pochwał. Rzecz
markowa dla wszystkich spragnionych niezwykłych wrażeń. Jak choćby
podróż długim tunelem drezyną bez hamulców. I metafora nie
jest tu tylko literackim zabiegiem. Cierpiącym na klaustrofobię
tej płyty nie polecam.
ARP
KONTAKT:
wawrzycki.m@apa.com.pl
|